nowy tydzien rozpoczynam...
- w jeszcze krotszych wlosach niz dotad.
- z podpisanym jednym z dwoch kontraktow.
- poki co z postanowieniem nie dawac sie juz tak predko wyprowadzic z rownowagi przez moja matke. (obawiam sie ze to tylko slomiany zapal).
- przeziebiona mimo 18.u stopni na dworze - za to w moim studio jogii bylo dzis jak w mojej lodowce.
- rozbawiona wczorajsza rozmowa z klientka z ktora planuje od pol roku koncepcje oraz realizacje wystawy, ktora (klientka nie wystawa) ewidentnie ze mna przez telefon flirtowala sugerujac m.i. wspolny wypad do sauny!
podziekowalam (mdlejac ze smiechu wewnecznie). umowione jestesmy wiec tylko na kawe ;).
- rozbawiona faktem ze wczoraj po raz pierwszy w zyciu opuscialam opere pod czas przerwy. czasami lubie kulturalne eksperymenty dla poszerzenia wlasnego horyzontu.
ale to co spotkalo nas wczoraj, nas poprostu przeroslo. nie, tu nie chodzi o zadna wagnerowska inscenizacje - gdyby tylko! tu chodzi o chinska KUN opere!! stroje, owszem jak z bajki ale chinska muzyka i spiew, lub bardziej recytatywy... no niestety.. nie na nasze uszy.
do przerwy trzeba bylo wytrzymac - siedzielismy bowiem w drugim rzedzie!!! a przerwa nastapila dopiero po 90-u minutach... w drodze powrotnej dostalismy bardzo niekulturalnej glupawki ... no coz... ;)
- zastanawiajac sie nad kupnem mieszkania w miescie w ktorym juz na dluzsza mete wcale nie chce zyc i mieszkac - jesli ktos ma zamiar doszukac sie w tym zamiarze jekiej kolwiek logiki, ostrzegam, nie doszuka sie jej!
- martwiac sie ze juz nie dlugo bede musiala sie zastanowic nad nowymi okularami lub szklami kontaktowymi. z drugimi nie mam jeszcze w ogole doswiadczenia - ktos z was moze ma?
zycze wszystkim pogodnego tygodnia