Obserwacje lub inscenizacje lapie zazwyczaj przy pomocy swiatla i zamykam w czarnym pudelku. Tu staram sie je ubrac w slowa... .
| < Sierpień 2016 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31        
RSS
czwartek, 04 sierpnia 2016

Agentka obchodzila wczoraj pierwsze urodziny. Gdzie ten czas sie podzial? Rok temu pogoda byla piekna, wrecz upalna.
Pieszo udalismy sie na 7h do szpitala.
Czekajac na cesarke zrobilsmy sobie jeszcze ostatnie zdjecie we dwoje a dokladnie o 9 malutka agentka zawitala do nas.

Rok pozniej, znaczy sie wczoraj, przeciagala sie usmiechnieta w polsnie kiedy ja budzilam.
Siostra Wlocha zapowiedziala sie na wczesne sniadanie, wiec grafik byl z samego rana prezny.
Agentke dekoracja (baloniki przywiazane do zyrandola w salonie) chyba najbardziej uradowala :D nadziwic sie nie mogla i wyciagnietym paluszkiem pokazywala co chwile do gory. A jakie dopiero bylo zdumienie, kiedy dmuchnelam i baloniki zaczely wesolo tanczyc! 

Ten dzien spedzilismy przemilo i kameralnie. Urodzinowy sabacik z calym klanem ;) odbedzie sie za tydzien. Aby nie bylo za duzo emocji na raz, to dopiero dzis rozpakowalismy glowny prezent agentki - mianowicie hustawke w formie kolorwej teczy.
Slicznie zaprojektowana przez Pania ktora konstruluje meble i zabawki dla dzieci. Posadzilismy agentke w hustawce i zaczelismy ja ostroznie hustac - rozanielony usmiech bezcenny :) zatem inwestycja dobra, zwlaszcza ze mozna ta tecze na rozne sposoby uzywac.

Tak wiec minol ten pierwszy rok - byl niesamowity.
Bylo w nim duzo milosci, nieprzespanych nocy, odnalezienia sie w nowej roli, owszem dyskusji, checi podwojenia sie.
Nigdy wczesniej nie doznalam takiego koszmaru tak jak w momecie kiedy agentka ciezko zachorowala i musialysmy zostac w szpitalu - Malutka podlaczona do kroplowki... biegajacy kolo niej lekarze. A rownoczesnie to uczucie bezgranicznej milosci. Nigdy jej sama wczesniej w nadmiarze nie doznalam teraz ja mam w okol siebie.

Jest to piekne.

 

 

23:40, ja_kolumbina
Link Komentarze (6) »
poniedziałek, 25 lipca 2016

Od dwoch tygodni jestesmy znow w domu. Wakacje jak wakacje minely szybko.
Tym razem byly one inne, bo pierwszy raz w trojke i - przyznam sie - ze musialam sie do nowego stylu spedzania wakacji dopiero przyzwyczaic.
Normalnie bardzo aktywnie je spedzalismy. Wycieszki codziennie, gdzie kolwiek bylismy latalam na zajecia jogii, wieczorem siedzenie do poznych godzin w barach, knajpkach itp. Tym razem bylo nieco inaczej ...;)

Bylismy wiec w bardzo atrakcyjnym miejscu z ktorego mozna bylo robic wspaniale wycieczki do wszelkich perelek pieknej Andaluzji.
Nie zwiedzilismy nic!

Na miejscu okazalo sie ze nie mozna bylo pozyczyc samochodu z Maxcosi bo takowych w hiszpani nie uzywaja do transportu maluchow a agentka jest jeszcze za mala na dzieciecy fotelik.
Zwyczajnie trzymac jej na kolanach nie mialam odwagi. Pozatym w polodnie na dwie godzinki zasypia wiec i z tego powodu wycieczki byly niemozliwe, zwlaszcza ze dopiero w andaluzji ukazal sie pierwszy zabek wraz ze wszystkim co tej sensacji na ogol towarzyszy!

Tak wiec kursuwalismy w trojkacie plaza - basen - miasteczko, ktore bylo malutkim zaspanym miasteczkiem, ktore odzywalo poznym wieczorem.
Dobrze wiec ze mialam dobra ksiazke ze soba bo wakacje zatem byly w tempie zwolnionym ;)

CD latania samolotem z Maluchem - wszystko odbylo sie bezproblematycznie. Pierwszy start agentka przespala i obudzila sie dopiero godzinke przed ladowaniem. Oczywiscie byla w niebowzieta ze na o kolo tyle ludzi i czarowala ile mogla. Spowrotem bylo odwrotnie, bo rozkrecila sie z samego poczatku, zasypiajac pod koniec.

Upaly do 36-u stopni znosila lepiej niz my i sie w hiszpanskiej kuchni rozkochala. Wcinala karczochy, czarne(!!!) oliwki, baklazany oraz ryby z zamilowaniem :)

Agentka wiec egzamin zdala i stwierdzlismy ze zabierac ja na wakacje jednak bedziemy :D

Sledzac newsy... nie moge sie doczekac kolejnego wyjazdu gdziekolwiek.

17:08, ja_kolumbina
Link Komentarze (4) »
piątek, 10 czerwca 2016

Okazuje sie ze Agentka dosc predko sie zorientowlala ze dorosli swiruja kiedy widza szeroka usmiechnieta Agentke w wozku i tak kazdy spacer, zakupy itp. jest jednym wielkim "jaka ona jest pogodna!", "Jaka mila", "jaka wesola"...!
Obserwuje, kiwam glowa i sie dziwie skad ona to ma? Po mnie, nie!
Dosc predko sie zorientowala ze wywoluje tym zachowaniem reakcje i u dzieci i u doroslych. Tak wiec stoje regularnie w kolejce przy kasie i obserwuje rozbawione towarzystwo na o kolo.

Oczywiscie potrafi Agentka takze zupelnie inaczej. Ale poki to ona wybiera kogo uraczy swoim urokiem, to jest wstystko ok... ;)

Pozytywnie zaskocznona jestem (dotad) reakacja ludzi kiedy sie jest z wozkiem w drodze. Ogolnie rzecz biorac czesto dawniej slyszalam ze Niemcy bywaja obojetni, chlodni i wrecz dzieci nie lubia. Mam (dotad) inne wrazenie. Codziennie jestem zagadywana, ludzie sa bardzo pomocni i kontaktowni. Poznaje ich jakby na nowo.

Ciekawa jestem czy to wrazenie zostanie i na dluzsza mete.

Z drugiej strony zniknely dwie bliszsze osoby z mojego kregu znajomych odkad jestem Mama. Trudno. Dawniej myslalam ze to przesada, kiedy czytalam w "Babskich pismach" ze pojawienie sie dziecka wystawia przyjaznie na probe. Teraz sama tego doswiadczam.

Przed nami przygotowania na pierwszy urlop w trojke i w zwiazku z tym pierwszy lot - takze w trojke.

Biorac pod uwage ze w ogole nie lubimy latac, bedzie to dosc specyficzne doswiadczenie, ktore jak dotad ciut wyhamowuje nasza euforie.

Jesli macie doswiadczenia z podrozowaniem z maluchem to prosze podzielcie sie. Uciesze sie z kazdej uwagi :)

 

 

00:13, ja_kolumbina
Link Komentarze (6) »
wtorek, 31 maja 2016

Kazda z nas jest czyjas Corka - nie kazda jest Matka.

Do tych dzieciatych - jak wasze relacja z wlasna Matka wplynely na Wasze macierzynstwo?

Ja poprostu chce byc lepsza... . (Swiadomie wiem, ze bede popelniala bledy - ale moze inne).
Dzis ponownie awantura i wyzwania przez telefon. Probuje to traktowac jako egzamin ktory trwa juz lat kilkadziesiat.
Samopoczucie i uczcie niemocy dzis podobne jak dawno temu kiedy mieszkalysmy pod jednym dachem.

Kilka tygodni temu udalo mi sie namowic Mame na zjazd jubileuszowy w jej bylej pracy.
Mamy dyplomantki juz tygodnie wczesniej bombardowaly mnie mailami z prosba aby naklonic Mame do przylotu.
Zachlystywaly sie z zachwytu i doczekac sie Mamy nie mogly.
Z ciekwoscia i smutkiem zarowno czytalam ich wspomnienia i anekdoty z wspolnego okresu.
Mialam wrazenie ze poznaje Mame przez ich maile ze strony ktorej nigdy przede mna nie ujawniala.

Obawiam sie ze czasami tak poprostu bywa.
"Chemii" od samego poczatku miedzy nami nie bylo.. uslyszalam kiedys.

Shit happens.

Byle do przodu.

 

 

 

19:57, ja_kolumbina
Link Komentarze (12) »
wtorek, 29 marca 2016

Po szpitalnych przygodach z Agentka bylam wykonczona ale co zrobic, Swieta Wielkanocne tuz, tuz.

Odkad mieszkamy w obecnym mieszkaniu, urzadzamy Swieta dla calej rodziny i tak zamierzalam i tym razem.
Lubie imprezy, wszyscy daleko od siebie mieszkamy wiec kilka razy w roku urzadzamy takie spendy.

Kuzynka z rodzina odmowila przyjazdu, woleli (takze po roznych chorobach) spedzic Swieta w domu.

Reszta przyjechala i w sumie bylo bardzo fajnie.

Co mi jednak spedza sen z powiek to bardzo nie fajna sytuacja moich rodzicow.
Ojciec - emerytowany neurochirurg i neurolog - choruje na chorobe parkinsona. To, ze zna sie na materii nie ulatwia sprawy.
Mama, sama tez nie jest zdrowa i opiekuje sie Ojcem przy pomocy mojej siostry, ktora aktualnie u nich mieszka.

Sytuacja sie coraz bardziej komplikuje, bo mam wrazenie ze wszyscy sie nawzajem wykanczaja i ze wszystkich sytuacja zaczyna przerastac.
Atmosfera napieta, Mama wybuchowa i zmeczona, wszelka wskazowke czy co kolwiek zasugeruje, odbiera jako krytyke przeciwko swojej osobie.
Ojca mi tak zal, ze serce mi peka. Najchetniej bym go miala blizej siebie. 

Mamy mi takze strasznie zal - bo nigdy nie udalo jej sie byc rezyserem swojego zycia.
Ojciec Mame 11 lat temu opuscil (wyjechal do Polski) i wrocil kilka lat temu spowrotem, kiedy choroba zaczela sie nasilac - tu ma lepsza opieke lekarska.
Mama w miedzyczasie zmienila mieszkanie na mniejsze - nie liczyla sie z powrotem Ojca i teraz jest jak jest a nie jest dobrze... co tu duzo mowic.

...

Wiem ze Agentka rodzicow uszczesliwia i to jest takim jedynym promykiem w ich zyciu.

Mame namowilam na zjazd w jej bylej pracy w Polsce. Bedzie uroczysta impreza bo to jubileusz, spotkanie z bylym kolegium, wspomnienia, rozrywka, odskocznia od tej przykrej codziennosci.

Czlowiek potrzebuje odskoczni, mozliwosci naladowania baterii.. - a co dopiero w takiej sytuacji.

Starosc idaca para z choroba - nie ma nic gorszego.
A Pan Parkinson to za przeproszeniem najwiekszy sk...syn pod tym sloncem (no moze razem z Panem Alzheimerem).

Tak smetnie u mnie, tym razem ale gdzie duzo slonca, tam i duzo cienia

14:00, ja_kolumbina
Link Komentarze (10) »
poniedziałek, 21 marca 2016

Dla Mam zaawansowanych - bedziecie sie nudzily tym wpisem, bo pewnie znacie tego typu "okresy".

Ostatnie dwa tygdonie byly jedna meka. Agentka byla dwa razy po kilka dni w szpitalu pod kroplowka :( nabawila sie wstretnego rotawirusa, co i tak jest paskudstwem. Dla 7-o miesiecznego bobasa tym bardziej.

Nie wiem, mam wrazenie ze tu wybuchla jakas epidemia. Szpitale odsylaja pacjentow do miast sasiednich. Musialysmy miec niesamowite szczescie, bo przyszlysmy pieszo - szpital za rogiem i zostalysmy przyjete. Dla mnie ten okres byl dramatem - sama nigdy nie lapalam czegos takiego. A tu Malutka, tak oslabiona ze serce sie krajalo. Nie chce wnikac w detale  a takze nie chce mi sie opisywac "przygod" z wspolokatowami pokoju-izolatki, bo jestem tym wszystkim poprostu cholernie zmeczona.

Od czwartku jestesmy w domu. Od dzis smiem twierdzic ze jest juz dobrze - aczkolwiek padam na nos.

Wloch przed chwila wrocil z piwnicy oznajmiajac ze nasza 13-o letnia pralka "padla" - dym, spalony zapach i takie tam.
A mnie sie cieplo kolo serca zrobilo. Poczciwa Candy ;) odczekala - bylby dramat gdyby tak kilka dni wczesniej sie pozegnala... .

Uczciwosc rzeczy martwych ;)

 

22:29, ja_kolumbina
Link Komentarze (2) »
piątek, 04 marca 2016

Od rana tempo. Agentka sie pochorowala - same sensacje ktore para lubia chodzic. Bidulka zmachana - ja tez przy okazji, bo przebieram i ja i siebie.. co chwile. Rewia mody gdyby nie ta cala niefajna reszta.

Dzwonie do lekarki, do poloznej, do apteki i Wlocha...pomiedzy tym wszystkim.
I robie liste zakupow na jutro. W miedzyczasie dzwoni po kilka razy moja Mama, ktorej znajoma akurat tlumaczy nowa komorke. Wiec tzreba sprawdzic czy dziala.

Ano dziala.
Przy okazji dostaje sprawozdnie z wczorajszego koncertu w filharmonii... (genialny Japonczyk!) i gdybania cd koncertu dzisiejszego, bowiem Mama wybiera sie na Marte.

Lubie te rozmowy, Mama wtedy odzywa - jest w swoim temacie oraz swiecie.

Rozmowe przerywa listonosz - przynosi wyczekana czesc do nowego sprzetu. Nagle sie zatrzymuje ( ja nie listonosz) chwileczka - gdzie sa moje okulary?

Zaczynam szukac. Nie ma. We wszystkich mozliwych katach - znikly. Zaglednelam do lodowki nawet - w niej nic podejrzanego.

Przeciesz mialam je przed chwila na nosie (potrzebuje je do pracy, czytania lub ogladania tv).

Nagle pomyslaöam  - zadzwonie, moze sie odezwa!

 

...

czlowiek staje sie niewolnikiem gadzetow. Moze powinnam sobie sprawic okulary na sznurku... :/ serio, przerazilam sie.

aha.. nadal ich nie znalazlam..

 



19:56, ja_kolumbina
Link Komentarze (4) »
środa, 17 lutego 2016

zapisalam nas - Agentke i siebie - na kurs dla bobasow prowadzony przez Pania ergoterapeutke z fajnymi zajeciami dla maluchow.
Motywacja moja bylo, ze chcialam aby Agentka dosc wczesnie przywykla do innych dzieci, poniewasz plany sa takie ze od lata bedzie 3 dni w tygodniu w tak zwanej "kicie" - znaczy zlobku. Pozatym bardzo fajne sa sugerowane na kursie zajecia i zabawy ktore mozna potem powtarzac w domu.

W mniej wiecej polowie kursu Agentka zaczyna sie bardzo niecierpliwic. Piosenki spiewane ja draznia - rownoczesnie zaczyna ziewac, oczka raczka sobie zaslaniac i okazuje swoj nie maly temperament ;) - jest to poprostu pora na jej przedpolodniowy powernapping bo na ogol rozpoczyna dzien dosc wczesnie.
W momencie w ktorym "landuje" w swoim wozku natychmiast zasypia.

W zwiazku z tym szybko sie po kursie "zmywam" i nie siedze z innymi Mamami i nie udzielam sie w rozmowach na temat papek, pieluszek itp.
Szczerze mowiac, potwierdza sie ze to nie moja bajka. Zajecia z bobasami owszem ale przesiadywanie po i walkowanie bobasowych tematow juz mniej.
Bylam ciekawa czy bedzie inaczej, moze to tez zalezy od skladu grupy albo ja jestem jakas dziwna (czego nie wykluczam). Ale jest poki co jak jest ;)

Tym bardziej wdzieczna jestem sasiadce - dziennikarce, ktora wyciaga mnie regularnie na nie-pieluchowe lancze lub sprowadza na zimie, kiedy glowa za bardzo buzuje w tym nowym kosmosie. Ona ma to wszystko za soba - lubie jej dystans i stoicki spokoj w tych kwestiach! :)

Po kursie znikamy z Agentka na spacer i do kafejki w ksiegarni (bo tam jest miejsce na wozek) gdzie panowie serwuja pyszna kawe, prazona z orzechami laskowymi a ja przy okazji szperam w nowosciach ksiazkowych - dla siebie a takze dla Agentki, ktora juz ma maly zbior cudownych ksiazek dzieciecych.

Przy tej okazji mam pytanie do Was - rozmawiam z Mala wylacznie w jezyku Polskim. Wloch po niemiecku.
Jezyk Wloski jest tak prosty, ze jak opanuje Polski to z latwoscia oswoji Wloski jak bedzie chciala, wiec dajemy sobie - poki co - spokoj.

Czytam Agentce juz takze, bo pragne aby jej jezyk Polski "wpadl" w ucho.
Istnieja jakies fajne ksiazki dzieciece, ktore uwazacie za niezbedne?
Moga byc tez juz dla starszych dzieci.
Wdzieczna bede takze za wskazowki od Mam, ktore "na obczyznie" ;) uczyly swoje dzieci Polskiego.

Jak Wam to wyszlo - co sugerujecie?

Uciesze sie z wskazowek!

 

 

22:25, ja_kolumbina
Link Komentarze (8) »
środa, 10 lutego 2016

... byly i minely.
Dwa dni pozniej zjechala sie cala rodzina wraz z kuzynka z polodniowej ameryki i tak obchodzilismy trzykrotne urodziny, karnawal i sylwestra za jednym rozmachen :).
Mial byc dresscode - znaczy kazdy mial sie zjawic w kapeluszu albo z adekwatnym nakryciem - bo zawsze marzyla mi sie impreza jak ta u kapelusznika z Alicja.
Klops byl, bo goscie owszem sie czesciowo tak zjawili ale ja zupelnie o kapeluszu zapomnialam!!


Ale plama - usprawiedliwiona bylam jednak, bo impreze w sumie sama przygotowywalam - Wloch dopiero pod wieczor przyjechal.
A Agentka jak Agentka zaskakiwala ;) kiedy miala w polodnie spac, nie spala itp.. wiec cala akcja byla troche - powiedzmy no - w podskokach ;).
Kuzynka u nas nocowala, bo na drugi dzien z samego rana do Polski leciala wiec przegadalysmy pol nocy i wstalismy znow o 4h aby kuzynke "odprawic" - ale co tam, wprawe mam ;).

W moim miescie karnawalowy "Zug" - znaczy pochod - zostal ze wzgledu na wichure odwolany a nadrobiony bedzie wiosna... kurcze, klimaty á la Rio nam sie kroja!

 

21:04, ja_kolumbina
Link Komentarze (1) »
środa, 27 stycznia 2016

Weekend spedzilismy w Berlinie.
Byl to pierwszy tak daleki wypad Agentki M. Do tego pierwszy pociagiem ICE.

Podrozowalismy w przedziale rodzinnym i o tyle mielismy szczescie ze nalezal wylacznie do nas.
Jazda byla wiec jak najbardziej udana :)

W Berlinie zastala nas prawdziwa zima. Bialo wszedzie - pieknie!
Lubie te zimowe, "gole", monochchromowe pejzaze.

Agentka byla w wysmienitym humorze. Zafascynowala ja zielonkawa polprzezroczysta sciana dzielaca sypialnie od lazienki w naszym hotelowym pokoju.
Gama zielonkowych kolorow ktore wpadalay do pokoju, kiedy w lazience palilo sie swiatlo, przybijaly jej uwage :)
Mnie natomiast fascynuje obserwowanie jej zdziwienia a potem zachwytu. Jest to takie jeszcze purystyczne i prawdziwie.

Spowrotem na zachodzie - 12 stopni i szara chlapa.

21:56, ja_kolumbina
Link Komentarze (9) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 15