Obserwacje lub inscenizacje lapie zazwyczaj przy pomocy swiatla i zamykam w czarnym pudelku. Tu staram sie je ubrac w slowa... .
| < Listopad 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
    1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30      
RSS
środa, 14 grudnia 2016

Dzis prezny grafik - zakup bombek.
Bedziemy miec po raz pierwszy choinke w domu. Wczesniej nie stawialam, ale ze wzgledu na Agentke jest mus i bardzo sie na ten mus ciesze.
Bombki wiec.

Ale jaki kolor? Stoje w sklepie, w ktorym sprzedaja wylacznie dekoarcje swiateczna i dostaje oczoplasu.
Jaka jest teraz moda? A chce sie w ogole moda kierowac? Fiolety? Pastele? Seledynowe? Biale? Brazy? Kurcze.. Wyszlam ze skepu i weszlam jeszcze raz.

Zdeterminowana weszlam na pierwsze pietro - segregujac w glowie bombki i dekoracje ktore juz mialam i ktore dotad wisialy zawsze na zyrandolu w salonie... co by pasowalo, a co nie i jak to pokombinowac - lub i nie?


Zakupilam karton z 55 sztukami bombek a kolorze ciemno czerwonym zarowno o matowej jak i "blyszczacej" powierzchni. Dorzucilam kilka kremowych gwiazdek i wychodzac ze sklepu bylam prawie pewna, ze wybor popelnilam fatalny.

Wypakowalam wszystko w domu na stol i tak patrze i mysle, ze wcale nie brzydkie.
Po odbiorze Agentki z przedszkola, poszlam powtorny raz do miasta ale do innego sklepu. Kupilam kolejne - wieksze i dwie o kolorze baklarzana, ale piekne! I jedna blada rozowa, potwornie kiczowata, ale cos we mnie bardzo ja chcialo miec! Jutro zachacze chyba kolejny raz - no i "szpica" jeszcze brakuje.

Listonosz przyniosl paczke ze stojakiem a Wloch nasza pierwsza choinke. Strojic bedziemy ja w weekend.

Poniewasz kolacja, to jednyy posilek ktory spozywamy w trojke, to staram sie robic cos cieplego.
Ostatnio oszalalam na punkcie pastiniakow i marchwii zoltej oraz fioletowel. Wrzcucam je na goraca patelnie - marynowane w balsamico, ziolach i odrobina syropu klonowego i sie smarza.. sa przepyszne. Do tego zupa z kasztanow. Nie wiem jakim cudem ale tym razem rece mi sie od tej fioletwej marchwii zafarbowaly jakbym obierala buraki. Nie wiem jak dlugo je mylam - zostal jeszcze kciuk o kolorze sliwkowym.. szukam nerwowo rekawiczek. Nie moge ich znalezsc. Wloch mnie pociesza ze farba wyrosnie. No to dobrze.

 

21:52, ja_kolumbina
Link Komentarze (11) »
poniedziałek, 12 grudnia 2016

.. spedzonych w domu na chorobowym, Agentka dzis rano poszla znow do przedszkola.


Chyba czula ze cos sie swieci ;) wyrzucila w nocy smoczek z lozeczka i toczyla zwawa rozmowe z dwoma zajacami i kretem, ktore dziela sobie razem z nia miejsce w lozeczku.
Musialo byc im bardzo wesolo, bo Agentka byla w wysmienitym humorze. Zwleklam sie z lozka, poszlam polsenna do jej pokoju, wiedzialam aczkolwiek ze bez smoczka nie zasnie a raczej wolalam aby w pierwszy dzien po tak dlugiej przerwie byla "trzezwa" a nie "przebalowana".
Agentka powitala mnie szerokim usmiechem. Wytlumaczylam jej w czym rzecz, podalam smoczek i impreza sie faktycznie skonczyla.

Do przedszkola dala sie bez problemu zaprowadzic a pierwszy dzien zaliczyla jakby tej przerwy w ogole nie bylo!
Poznym popolodniem jednak "padla" mi na rekach - aby sie tym bardziej rozkrecic wieczorem :)

Ja ten ranek stanowczo bardziej przezywalam niz Ona. Dobrze ze sie zaraz po odprowadzeniu Malej z sasiadka - dziennikarka na kawe spotkalam, wiec rozerwalo mnie to ciut i bylo przyjemna odmiana od ostatnich tygodni.

Po powrocie do domu, przywitala mnie pusta cicza.
Poczulam sie przez moment dziwnie i serce mi sie na moment skurczylo.
Dobrze ze mam swiadomosc, ze Agentka sie bardzo dobrze w swojej grupie czuje.

Potem mail o nie takiej tresci na jaka mialam nadzieje. Przykro mi sie zrobilo.

Zmeczona jestem.

W tym momencie to bym najchetniej Swieta przelozyla jeszcze o jakies dwa miesiace do przodu. Amen.

22:29, ja_kolumbina
Link Dodaj komentarz »
środa, 07 grudnia 2016

O maly wlos urzadzilabym agentce mikolaja 5.12. - nie pamietalam juz czy brodaty Swiety przychodzi wieczorem 5. czy rano 6. czy jednak moze wieczorem? Schowalam wiec prezent (ksiazke cudnie ilustrowana) i pierniczki spowrotem do szuflady.

W poranek 6. mialysmy termin u pani Dr. aby obsluchala agentke ze wzgledu na kurowane antybiotykiem zapalenie pluc.
Wychodzimy a tu przy progu drzwi lezy piekne czerwone jabluszko, ksiazeczka i czekoladowy mikolaj!
Agentka ogromne oczy zrobila ale bylysmy w pospiechu, wiec nie mialysmy okazji niespodziance sie blizej przyjzec. Po powrocie Agentka cala w emocjach - najbardziej przykulo jej uwage to piekne, jak wymalowane jablko.. a dopiero pozniej ksiazeczka - Mikolaja z czekolady zignorowala :)
Okazalo sie ze sasiadka - dziennikarka, w drodze na wywiad,"podkradla" sie do nas i zostawila przemila niespodzianke.

Nasz Mikolaj zawital dopiero po powrocie Wlocha z pracy - tym razem duza ksiazka uradowala Agentke jak najbardziej!

 

Zainspirowana wspisem u Lylowej, postanowilam zakasac rekawy i pierwszy raz w zyciu zrobic sama bigos. Oj tak. Nigdy go przedtem nie robilam. Zadzwonilam do Mamy, poczytalam komenty u Lylowej, i skreowalam "swoj". 

Jest on wiec na oleju kokosowym :D zapach boczku na nim smarzony, obledny! Podsmazylam takze radioaktywne, suszone grzyby, dodalam powidla sliwkowe, pokrojone sliwki suszone, ziele angielskie i w koncu kiszona kapuste.
Moja Mama ja plucze, mnie sie nie chcialo. Mam nadzieje ze bigos nie bedzie za kwasny. 
Cd. miesa, nie moglam sie jakos dotad zdecydowac. Moja Mama dodaje wieprzowine i wolowine oraz Krakowska kielbase. Ja natomiast mieso bardzo rzadko przyzadzam, wiec sie nie znam zupelnie. Jutro wypad na zakupy, moze wpadnie mi cos w oko. Wytrawne musze jezscze dolac - jutro wiec drugi etap. 

Ciekawa jestem jaki bedzie - ale przynajmniej powialo juz grudniowo / przedswiatecznym klimacikiem ;)

 

P.S. Notuje ku pamieci - Agentka, 16. miesiecy, wcina bigos!

 

21:54, ja_kolumbina
Link Komentarze (6) »
piątek, 02 grudnia 2016

Minol mi juz drugi tydzien w domu razem z Agentka.
Najpierw dopadla Mala angina a tydzien pozniej zapalenie pluc :o(
Malutka bardzo sie nacierpiala i dalej jest "na chorobowym" - do polowy nastepnego tygodnia conajmniej.
Aby bylo weselej, to teraz i mnie angina dopadla - ano, razem jest razniej!

Wloch wziol dzis dzien wolnego bo inaczej bym nie dala rady. Niestety ani rodziny nie mamy na miejscu ani znajomych ktorzy by mogli "doskoczyc" z miejsca. Jest wiec jak jest.

Mala rosnie i kwitnie. Jest uroczym promyczkiem i malym lobuzem :D Przestrasznie ja kochamy :)

Mimo chorobstw, wyszlismy dzis na spacer i trafilismy do miasta do jednego z domu towarwych.
Wjezdzajac na 3. pietro, gdzie nie tylko obledna dekoracja swiateczna przyczynila sie do tego ze Agentka pod ogromnym wrazeniem byla i sie bardzo ze wszystkiego cieszyla komentujac konia o wlasciwym wymiarze a takze dinozaura. Rozesmiana buzia, pluszek wyciagniety... cud, miod.

Trafilsmy za rogiem, zaraz kolo schodow ruchomych na choinke, na ktorej Pani wieszala kartki.
Zoladek mi sie blyskawicznie scisnol.
Czytalam o tych akcjach rok temu po Swietach i zalowalam wtedy ze nie wiedzialam o nich wczesniej.
W tym wypadku bylo to drzewko zyczen dzieci, ktroe leza na oddziale onkologii dziececej w klinice uniwersyteckiej i ktore w tej o to klinice takze prawdopodbnie Swieta spedza.
Na kazdej kartce bylo imie, wiek dziecka i napisane co dziecko sobie zyczy. Te ktore juz pisac potrafily, to same wypelnily kartke, niektore cos domalowaly a tam gdzie byly jeszcze za male,to rodzice oczywiscie. Widzialam ze Pani, ktora wieszala te kartki byla wzruszona.

Podeszlam blizej a ona wskazala na kartke dwu miesiecznej dziewczynki - rodzice prosili o grajaca przytulanke. Inne dziecko prosilo o... naklejki... inna dziewczynka o farbki... .Boze, we mnie cos peklo.

Wzielam kilka tych kartek i wykupilam kilka prezentow ktore bede przekazywane dzieciom przez Mikolaja 21.12. Na tyle kartki napisalam kilka slow, ktore pozniej wydaly sie blache i banalne w obliczu takich dramatow. 

Potem probowalam sie skupic na wyborze dla Agentki pod choinke. Odetchnelam jednak jak wyszlismy.

Odkad jestem Mama, wewnecznie bardzo przezywam takie zderzenia z okrutna bywajaca rzeczywistoscia.  

Trzeba sie cieszyc tym co sie ma. To nie jest oczywiste. Nic nie jest oczywiste.

22:01, ja_kolumbina
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 14 listopada 2016

Wciaz sie przylapuje na tym ze gdy czytam o ostatnich wyborach w USA, to jakby nadal nie docieralo do mnie CO tam sie rzeczywiscie wydazylo. Wciaz lapie sie na tym, ze czekam ze sie okaze ze to pomylka, ze sie przeliczyli i licza od nowa.. w koncu zostal jeszcze jeden stan, nie wyliczyl do konca. Istnieje takze w necie niejaka petycja itp, itp.. .
Doszlam do wniosku ze jest to nie mozliwe, ze ten scenariusz za bardzo przypomina jakis straszliwie nieudany blockbuster - a jednak.

Tu Brexit, tam Trumpek, w przyszlym roku wybory a pomiedzy sylwester.

Ten rok byl dotad przerazajacy pod wieloma wzgledami i obserwuje ze zanika we mnie optymizm, ktorego i tak za duzo w sobie nie nosze.
Normalnie z ulga podchodzilam do konca roku. Tym razem boje sie co ten nastepny nam przyniesie.  

Gdyby ktos mi poltora roku temu powiedzial jak bardzo sie ten swiat zmieni, bym parsknela smiechem i z przytupem stwierdzila ze to jest zwykle niemozliwe.

A jednak. 

 

 

 

23:06, ja_kolumbina
Link Komentarze (8) »
piątek, 28 października 2016

...wrocilismy dzis z Warszawy.

Agentka w obie strony przespala lot - zasnela podczas startu i obudzila sie tuz przed ladowaniem :) 

Jak zwykle czas za predko minol i w momencie kiedy wsiadlam do samolotu najchetniej bym znowu WYsiadla... czy to kiedys minie?

Wczoraj poznym wieczorem w Warszawie, podjechal do nas moj daleki kuzyn.
Bylam zdania ze juz raz sie w zyciu (!) widzielismy on jednak twierdzil ze nie - ze to moze byl jego mlodszy brat.
Nasi ojcowie sa kuzynami i kontakt nawiazali kiedys po latach ale ja od momentu wznowienia ich relacji juz dawno "swoje zycie" prowadzilam i jakos z dala sie trzymalam.
Z kuzynem mamy jednak od dluzszego czasu kontakt przez whatsapp i jak sie w koncu dowiedzialam ze bede w blizszym czasie w Warszawie, to napisalam ze gdyby takze byl przypadkiem w poblizu, to ze ze spotkania bym sie szalenie ucieszyla. 

Wypadlo tak ze udalo mu sie dojechac z kolega fotografem dopiero poznym wieczorem. Na okres pobytu w Warszawie wynajmowalismy juz drugi raz bardzo udany apartamencik  w samym centrum z elegancka restauracja w lobby. Tak wiec umowilismy sie ze Wloch zostanie z spiaca agentka w apartamencie a ja sie spotkam z kuzynem w restauracji i pozniej dojdziemy do Wlocha.

Ciekawa bylam czy kuzyna rozpoznam. Pamietalam ze zdjec ze obaj bracia mieli niesmowite loki i brakowalo tylko deski widsurfingowej pod pacha i byliby jak wycieci z jakiejs reklamy. Wiekowo w moim i siostry wieku, obaj prawnicy - jak cala reszta rodziny z tamtej strony.

Weszlam wiec do restauracji na randke w ciemno z kuzynem :D Od razu go poznalam - przez te loki, tyle ze krotsze i ta rozesmiana twarz, do tego jest bardzo wysoki! Padlismy sobie w ramiona i spedzilismy przeserdeczny wieczor przy winie i przekaskach skaczac z tematu na temat i gubiac sie w historyjkach rodzinnych, przegladajac fotki itp. Czuje niedosyt i mam nadzieje ze uda sie nam ten kontakt poglebic.

---

Po powrocie dzis z Warszawy zauwazylam ze pod nasza nieobecnosc moja mama dzwonila.
Zwlekalam z oddzwonieniem. Czesto niestety bywa tak ze jestem po takim telefonie jakby ktos ze mnie wypuscil powietrze.
To ze Mama nie jest zdrowa i do tego opiekuje sie Ojcem z choroba parkinsona to jedno. Z nimi aktualnie mieszkajaca moja siostra i wiarzace sie z tym perypetie to drugie. Do tego dochodzi ze cala reszta rodziny - z mojej Mamy strony - zdania jest ze JA powinnam bardziej ingerowac w zycie siostry, ktora zycia sobie dotad ulozyc nie potrafila i nic na to nie wskazuje aby je sobie w blizszym lub dalszym czasie ulozyla - i prywatnie i zawodowo. Do tego sytuacja rodzicow zdrowotna ciekawa nie jest i te wzajemne uzaleznienia naprawde mi spedzaja sen z powiek.

Tak wiec bywa ze niby telefon o byle co konczy sie niemilo a ja po nim czuje nic oprocz ogromnej niemocy, bezradnosci i smutku. 
Relaks ostatnich kilku dni prysnol w ciagu kilku minut rozmowy i czuje juz tylko ogromne zmeczenie. 

 

Przed nami weekend przedluzony. W srode agentka zawita znow w przedszkolu do ktorego od dwoch miesiecy chodzi.
Byla to dla niej pierwsza dluzsza przerwa od grupy. Mam nadzieje ze sie predziutko znow zaaklimatyzuje.
Poki co podbija serca swoim urokiem i pogodnym usposobieniem (to napewno nie po mnie...!).

 

 

 

 

 

 

21:29, ja_kolumbina
Link Komentarze (6) »
czwartek, 04 sierpnia 2016

Agentka obchodzila wczoraj pierwsze urodziny. Gdzie ten czas sie podzial? Rok temu pogoda byla piekna, wrecz upalna.
Pieszo udalismy sie na 7h do szpitala.
Czekajac na cesarke zrobilsmy sobie jeszcze ostatnie zdjecie we dwoje a dokladnie o 9 malutka agentka zawitala do nas.

Rok pozniej, znaczy sie wczoraj, przeciagala sie usmiechnieta w polsnie kiedy ja budzilam.
Siostra Wlocha zapowiedziala sie na wczesne sniadanie, wiec grafik byl z samego rana prezny.
Agentke dekoracja (baloniki przywiazane do zyrandola w salonie) chyba najbardziej uradowala :D nadziwic sie nie mogla i wyciagnietym paluszkiem pokazywala co chwile do gory. A jakie dopiero bylo zdumienie, kiedy dmuchnelam i baloniki zaczely wesolo tanczyc! 

Ten dzien spedzilismy przemilo i kameralnie. Urodzinowy sabacik z calym klanem ;) odbedzie sie za tydzien. Aby nie bylo za duzo emocji na raz, to dopiero dzis rozpakowalismy glowny prezent agentki - mianowicie hustawke w formie kolorwej teczy.
Slicznie zaprojektowana przez Pania ktora konstruluje meble i zabawki dla dzieci. Posadzilismy agentke w hustawce i zaczelismy ja ostroznie hustac - rozanielony usmiech bezcenny :) zatem inwestycja dobra, zwlaszcza ze mozna ta tecze na rozne sposoby uzywac.

Tak wiec minol ten pierwszy rok - byl niesamowity.
Bylo w nim duzo milosci, nieprzespanych nocy, odnalezienia sie w nowej roli, owszem dyskusji, checi podwojenia sie.
Nigdy wczesniej nie doznalam takiego koszmaru tak jak w momecie kiedy agentka ciezko zachorowala i musialysmy zostac w szpitalu - Malutka podlaczona do kroplowki... biegajacy kolo niej lekarze. A rownoczesnie to uczucie bezgranicznej milosci. Nigdy jej sama wczesniej w nadmiarze nie doznalam teraz ja mam w okol siebie.

Jest to piekne.

 

 

23:40, ja_kolumbina
Link Komentarze (6) »
poniedziałek, 25 lipca 2016

Od dwoch tygodni jestesmy znow w domu. Wakacje jak wakacje minely szybko.
Tym razem byly one inne, bo pierwszy raz w trojke i - przyznam sie - ze musialam sie do nowego stylu spedzania wakacji dopiero przyzwyczaic.
Normalnie bardzo aktywnie je spedzalismy. Wycieszki codziennie, gdzie kolwiek bylismy latalam na zajecia jogii, wieczorem siedzenie do poznych godzin w barach, knajpkach itp. Tym razem bylo nieco inaczej ...;)

Bylismy wiec w bardzo atrakcyjnym miejscu z ktorego mozna bylo robic wspaniale wycieczki do wszelkich perelek pieknej Andaluzji.
Nie zwiedzilismy nic!

Na miejscu okazalo sie ze nie mozna bylo pozyczyc samochodu z Maxcosi bo takowych w hiszpani nie uzywaja do transportu maluchow a agentka jest jeszcze za mala na dzieciecy fotelik.
Zwyczajnie trzymac jej na kolanach nie mialam odwagi. Pozatym w polodnie na dwie godzinki zasypia wiec i z tego powodu wycieczki byly niemozliwe, zwlaszcza ze dopiero w andaluzji ukazal sie pierwszy zabek wraz ze wszystkim co tej sensacji na ogol towarzyszy!

Tak wiec kursuwalismy w trojkacie plaza - basen - miasteczko, ktore bylo malutkim zaspanym miasteczkiem, ktore odzywalo poznym wieczorem.
Dobrze wiec ze mialam dobra ksiazke ze soba bo wakacje zatem byly w tempie zwolnionym ;)

CD latania samolotem z Maluchem - wszystko odbylo sie bezproblematycznie. Pierwszy start agentka przespala i obudzila sie dopiero godzinke przed ladowaniem. Oczywiscie byla w niebowzieta ze na o kolo tyle ludzi i czarowala ile mogla. Spowrotem bylo odwrotnie, bo rozkrecila sie z samego poczatku, zasypiajac pod koniec.

Upaly do 36-u stopni znosila lepiej niz my i sie w hiszpanskiej kuchni rozkochala. Wcinala karczochy, czarne(!!!) oliwki, baklazany oraz ryby z zamilowaniem :)

Agentka wiec egzamin zdala i stwierdzlismy ze zabierac ja na wakacje jednak bedziemy :D

Sledzac newsy... nie moge sie doczekac kolejnego wyjazdu gdziekolwiek.

17:08, ja_kolumbina
Link Komentarze (4) »
piątek, 10 czerwca 2016

Okazuje sie ze Agentka dosc predko sie zorientowlala ze dorosli swiruja kiedy widza szeroka usmiechnieta Agentke w wozku i tak kazdy spacer, zakupy itp. jest jednym wielkim "jaka ona jest pogodna!", "Jaka mila", "jaka wesola"...!
Obserwuje, kiwam glowa i sie dziwie skad ona to ma? Po mnie, nie!
Dosc predko sie zorientowala ze wywoluje tym zachowaniem reakcje i u dzieci i u doroslych. Tak wiec stoje regularnie w kolejce przy kasie i obserwuje rozbawione towarzystwo na o kolo.

Oczywiscie potrafi Agentka takze zupelnie inaczej. Ale poki to ona wybiera kogo uraczy swoim urokiem, to jest wstystko ok... ;)

Pozytywnie zaskocznona jestem (dotad) reakacja ludzi kiedy sie jest z wozkiem w drodze. Ogolnie rzecz biorac czesto dawniej slyszalam ze Niemcy bywaja obojetni, chlodni i wrecz dzieci nie lubia. Mam (dotad) inne wrazenie. Codziennie jestem zagadywana, ludzie sa bardzo pomocni i kontaktowni. Poznaje ich jakby na nowo.

Ciekawa jestem czy to wrazenie zostanie i na dluzsza mete.

Z drugiej strony zniknely dwie bliszsze osoby z mojego kregu znajomych odkad jestem Mama. Trudno. Dawniej myslalam ze to przesada, kiedy czytalam w "Babskich pismach" ze pojawienie sie dziecka wystawia przyjaznie na probe. Teraz sama tego doswiadczam.

Przed nami przygotowania na pierwszy urlop w trojke i w zwiazku z tym pierwszy lot - takze w trojke.

Biorac pod uwage ze w ogole nie lubimy latac, bedzie to dosc specyficzne doswiadczenie, ktore jak dotad ciut wyhamowuje nasza euforie.

Jesli macie doswiadczenia z podrozowaniem z maluchem to prosze podzielcie sie. Uciesze sie z kazdej uwagi :)

 

 

00:13, ja_kolumbina
Link Komentarze (6) »
wtorek, 31 maja 2016

Kazda z nas jest czyjas Corka - nie kazda jest Matka.

Do tych dzieciatych - jak wasze relacja z wlasna Matka wplynely na Wasze macierzynstwo?

Ja poprostu chce byc lepsza... . (Swiadomie wiem, ze bede popelniala bledy - ale moze inne).
Dzis ponownie awantura i wyzwania przez telefon. Probuje to traktowac jako egzamin ktory trwa juz lat kilkadziesiat.
Samopoczucie i uczcie niemocy dzis podobne jak dawno temu kiedy mieszkalysmy pod jednym dachem.

Kilka tygodni temu udalo mi sie namowic Mame na zjazd jubileuszowy w jej bylej pracy.
Mamy dyplomantki juz tygodnie wczesniej bombardowaly mnie mailami z prosba aby naklonic Mame do przylotu.
Zachlystywaly sie z zachwytu i doczekac sie Mamy nie mogly.
Z ciekwoscia i smutkiem zarowno czytalam ich wspomnienia i anekdoty z wspolnego okresu.
Mialam wrazenie ze poznaje Mame przez ich maile ze strony ktorej nigdy przede mna nie ujawniala.

Obawiam sie ze czasami tak poprostu bywa.
"Chemii" od samego poczatku miedzy nami nie bylo.. uslyszalam kiedys.

Shit happens.

Byle do przodu.

 

 

 

19:57, ja_kolumbina
Link Komentarze (12) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 16